wtorek, 09 lutego 2010
Nietolerancyjna
http://www.queercafe.pl/Literatura/krol-i-krol-kolejna-bajka-dla-dzieci-juz-w-lutym.html A właściwie: http://forum.gazeta.pl/forum/w,151,106254722,106254722,Krol_i_krol_bajka_o_tolerancji_dla_dzieci.html
Może to nieuzasadnione wrażenie, ale czy nie epatuje się teraz tematem mniejszości seksualnych pod przykrywką tolerancji? A może jednak
Dzwoni telefon. Miła pani po drugiej stronie przedstawia się i prosi mnie o dane do umowy. Boję się.
poniedziałek, 08 lutego 2010
Grubo było
- Ty weź mi powiedz jeszcze raz, jak masz na imię, bo zapomniałam.
sobota, 06 lutego 2010
Jedna sobota
jak się zrobi prawie pół tysiąca kilometra w jeden dzień to człowiek ma wszystkiego dość przez całą sobotę nic innego nie robi tylko siedzi najpierw w samochodzie i próbuje coś dojrzeć przez zachlapaną solą szybę a potem u teściów gdzie jest zmęczony potwornie po tej drodze ale przecież to go nie usprawiedliwia bo trzeba być miłym i się uśmiechać i zjeść wszystko z talerza nie że jedzenie jest niedobre ale chciałoby się po prostu zamknąć w pokoju i położyć na łóżku i dajcie wy mi wszyscy święty spokój a tu trzeba wszystko zjeść i grzecznie rozmawiać i się uśmiechać już mnie twarz boli od tego uśmiechania no a potem jak się pakujesz to dają ci wszystko co mają a ty wciąż odmawiasz i wyjeżdżasz i masz kaca moralnego że nie wzięłaś tych ogórków i tak mało ziemniaków no ale naprawdę ile można jeść i przecież nikomu się potem tych ziemniaków nie chce ugotować więc lepiej je zostawić teściom niż wyrzucać prawda no ale oni chyba tak nie myślą i niby jest wszystko ok ale czuję że znów ich zawiodłam no bo jeszcze córka sie wygadała że jedziemy do rodziców no jak to jeszcze tego samego dnia do rodziców no tak bo wolimy odwalić wszystko jednego dnia żeby jutro mieć spokój tym bardziej że przyjdą goście no więc znów siedzimy w samochodzie i po ciemku usiłujemy znaleźć drogę do domu ale strasznie jest ciężko i u rodziców to ledwo na oczy widzimy a dziecko się przespało w samochodzie i wcale nie jest zmęczone i bawić się i grać na szczęście z dziadkami ale przecież my spać nie pójdziemy bo przecież trzeba wrócić do siebie no i znów się trzeba uśmiechać i rozmawiać niby uśmiech przychodzi u swoich łatwiej ale za to pytania mogą być bardziej osobiste i przez to kłopotliwe ale w końcu udaje się małą namówić na wyjazd i jakoś prowadzę słuchając głośno muzyki i śpiewam bezmyślnie bo inaczej naprawdę bym zasnęła a w domu jeszcze trzeba jakoś dziecko położyć spać i rozpakować te grzybki i zupę no i wtedy odkrywam jeszcze ogórki co ich miało nie być ale są i szlag człowieka trafia bo przecież mówiliśmy i nic i to jest okropne bo możesz sobie mówić a oni swoje i kto to do diabła ma wszystko jeść i dobrze w sumie że już ten dzień się kończy a co z tą górą żarcia to pomyślę już jutro
piątek, 05 lutego 2010
|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
|