JEŚLI CZEGOŚ NIE ROZUMIESZ, MOŻESZ TO SOBIE TŁUMACZYĆ, JAK CHCESZ
Kategorie: Wszystkie | Wszystkie
RSS
czwartek, 23 lutego 2012
Nie będzie zbawiony

Nie będzie zbawiony
który nie zastygł w niemym zachwycie
który nie drżał ze wzruszenia
nie będzie zbawiony
który nie pytał

Nie będzie zbawiony
który nie odpowiedział uśmiechem na uśmiech
który drzwi nie przytrzymał
nie będzie zbawiony
który kota nie pogłaskał

Nie będzie zbawiony
który z pośpiechu zapomniał
który był pewien
nie będzie zbawiony
który się starał
nie będzie

Wszyscy będziemy zbawieni.

czwartek, 16 lutego 2012
Bez namysłu

Przed ustąpieniem miejsca taksuję.
Szukam wymówek, to oczywiste.
Oceniam sylwetkę i giętkość kręgosłupa.
Liczę zmarszczki na twarzy, analizuję siłę chwytną rąk.
Ważę wzrokiem torby, wyliczam objętość.
Sprawdzam, czy rączki boleśnie wpijają się w dłoń.
Usiłuję odgadnąć, jak daleko jedziesz.
Czy obcasy twoich butów sprawdzą się podczas hamowania.
Czy dziecko plącze ci się pod nogami.
Czy masz takie ciężkie życie stojąc, jak ja siedząc.
Rumiane policzki studentki nie mają szans.
Choćby nad nimi były sińce po całonocnym wkuwaniu.
Znaczące westchnienia ignoruję.
Im bardziej wzdychasz, tym wygodniej się rozsiadam.
Twoja torba nigdy nie jest cięższa od moich powiek.
Twój kręgosłup nie boli bardziej, niż perspektywa ustąpienia.
Nie wiem, co musiałoby się stać, żebym zmieniła zdanie.


Nagle zrywam się z miejsca.
Ta pani przypomina moją babcię.

wtorek, 07 lutego 2012
Przedsmak

Lubię chodzić na długie spacery.
Prowadzić z tobą rozmowy
w mojej głowie.

Lubię patrzeć w bezchmurne niebo.
I widzieć twoje oczy
chociaż nie są niebieskie.

Lubię cię tam, gdzie cię nie ma.
Lubię za tobą tęsknić.
Przedsmak tego, co będzie.

czwartek, 02 lutego 2012
Mój Tata

Siedziałam dzisiaj w ogrodzie z nim.
Był tam duży, drewniany stół.
I różowe róże w bukietach na stole.
Te, które ty kupiłeś, są najładniejsze, powiedziałam do niego.
I wcale nie więdną, chociaż jest tak gorąco.
A on udał, że nie usłyszał pochlebstwa.
Mówił o czymś innym, ważniejszym dla niego.
O tym, co ostatnio przeczytał i co o tym myśli.
Spieraliśmy się o szczegóły zgadzając się co do zasady.
Szuraliśmy nogami pod stołem, kurząc sobie sandały.
Opieraliśmy łokcie na twardym blacie.
I uśmiechaliśmy się do siebie.
I chyba było tam wino w kieliszkach, żeby zwilżyć wyschnięte gardła.
Czerwone, na pewno.
I siedzieliśmy w cieniu niewielkich drzew.
Ale czy były one oliwne czy mandarynkowe, tego nie wiem.
Nie zwróciłam uwagi.

środa, 01 lutego 2012
Sen

Odkąd rozniosła się wieść, że syn prezesa ma na imię Jezus, w firmie zapanowało wielkie poruszenie.
Ale czy to na pewno Ten Jezus? Przecież Ten właściwy żył dawno temu.
Ale skoro był Bogiem, to może żyć i tu i teraz.
To zwykła ściema, przede wszystkim nie można dziecku nadać imienia Jezus.
W Polsce nie, ale w innych krajach można.
To co, prezes pojechał gdzie indziej tylko po to, żeby zarejestrować dziecko? Bez sensu.
Każdy chciał osobiście poznać Jezusa, każdy chciał się przekonać, czy to Ten czy nie.
Ale to nie było takie proste, syn prezesa, już dorosły, nie przychodził przecież odwiedzać taty w pracy.

Nasz wydział blisko współpracował z prezesem.
Przychodzili więc do nas, podpytywali, usiłowali wyciągać informacje.
Ale my też nic nie wiedzieliśmy poza tym, że Jezus jest.
My też nigdy się z nim nie spotkaliśmy.
Nie mieliśmy pojęcia ile dokładnie ma lat i jak wygląda.

Macie może numer komórki Jezusa, zapytał nas ktoś pewnego dnia.
Słyszałem, że ma świetnie zrobioną kuchnię w swoim mieszkaniu.
Chciałbym go poprosić o kontakt do ludzi, którzy mu ją robili.

Ale po co Jezusowi kuchnia?
Przecież On potrzebuje tylko kieliszka do wina i deski do krojenia chleba!
A numeru nie mamy, przykro nam.