JEŚLI CZEGOŚ NIE ROZUMIESZ, MOŻESZ TO SOBIE TŁUMACZYĆ, JAK CHCESZ
Kategorie: Wszystkie | Wszystkie
RSS
piątek, 30 kwietnia 2010
Element chaosu

Droga przed nimi była pusta, a niebo nad nimi było czarne.
Nad jezdnią wisiał księżyc, idealna, srebrna kula.
Wcisnęła pedał gazu do oporu.
A potem jeszcze trochę.
Samochód wyrwał do przodu, wbiło ich w fotele. Ryk silnika zagłuszał wszystko.
Uśmiechnęła się, przymknęła oczy, leniwie patrząc przed siebie.
Prędkościomierz wskazywał 160 km/h, ale nie zwróciła na to uwagi.
Po chwili jednak wyprostowała się na fotelu, czujnie się rozejrzała.
Zjazd.
Zdjęła nogę z gazu, nie spodziewała się jednak, że samochód na to zareaguje.
Po chwili więc nacisnęła hamulec, lekko.
Samochód nadal nie zareagował.
Tego się również nie spodziewała, przycisnęła mocniej.
Na liczniku 140.
Dużo za dużo, żeby skręcić.
Z całej siły wbiła nogę w pedał hamulca.
120. Wciąż za dużo.
- Coś jest nie tak - wyrwało jej się.
- Noga z gazu - zareagował natychmiast.
- Już od dawna - warknęła, niemal stając na hamulcu.
- Hamuj.
- Hamuję!
80.
Zjechała na prawy pas, samochodem zarzuciło, z trudem go opanowała.
Poczuła swąd.
70.
I ani kilometra mniej.
Samochód skakał na nierównościach, w tym samym tempie po niebie skakał księżyc.
Swąd był coraz silniejszy.
Skręciła, kurczowo trzymając kierownicę.
Bez sensu, bezmyślnie wjechała w drogę podporządkowaną.
- Nie mogę już bardziej zwolnić - powiedziała cicho.
Zauważyła znak "ustąp pierwszeństwa".
Skrzyżowanie było coraz bliżej, póki co puste.
Nagle poczuła mocne szarpnięcie.
Przed oczami mignął jej rozpędzony szary kształt.
Nie bardzo wiedziała, jak, ale samochód wreszcie się zatrzymał.
Księżyc za oknem też.
Przekręciła kluczyk i zrobiło się bardzo cicho.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Nie będzie

Na salę wszedł szybkim, zdecydowanym krokiem, zaskakując zgromadzonych.
Przemawiał z powagą właściwą swojemu urzędowi, ale zarówno słowa, które wypowiadał, jak i ton głosu świadczyły o sympatii.
Po zakończeniu części oficjalnej, rozmawiał serdecznie i śmiał się wesoło.
Został dużo dłużej, niż przewidywał program wizyty, co zdarza się niezwykle rzadko.
Po prostu czuł się u nas dobrze.

To był ostatni raz, kiedy go widziałam.
Następnego nie będzie.

piątek, 09 kwietnia 2010
Wzruszenie

Przedszkolaki stały w nierównym szeregu.
Kręciły się, kołysały, podrygiwały w takt muzyki, która nie była wcale do tańca, tylko do śpiewania.
Śpiewały owszem też. Nierówno, przekrzykując się, śmiejąc, przerywając nagle, gdy zapomniały słowa albo frazy.
To było piękne, najpiękniejsze na świecie.

Siedziała na niziutkim, dziecięcym krzesełku i też się kręciła, bo było jej niewygodnie.
Też się śmiała, bo widok był pocieszny.
Ale przede wszystkim patrzyła z zachwytem.
Szeroko otwartymi oczami chłonęła tę scenę.
Płakała.

Łzy bez żadnego ostrzeżenia zaczęły spływać po policzkach.
Teraz śmiała się i kręciła żeby pokryć zmieszanie.
Wstydziła się tych łez, ale nie mogła ich powstrzymać.
Szkoda, że Jego tu nie ma, pomyślała wzruszona i od razu się zreflektowała.
Oczywiście, że jest. I ją czuje.
Jak zawsze.

Wyprostowała się, załzawionymi oczami patrzyła na dzieci, niewiele już widziała.
Śmiała się jeszcze bardziej i jeszcze mocniej płakała.
Rozpuszczała się w tych łzach, tonęła, znikała.
Aż w końcu zamieniła się w małą, słoną kałużę przy niziutkim, dziecięcym krzesełku.
Nikt nie zwrócił uwagi na cichnący śmiech.
Ani na rozlane łzy.

środa, 07 kwietnia 2010
Padły

A wiesz, że w Juracie padły łabędzie?
Była bardzo ciężka zima i one nie miały nic do jedzenia tam nad wodą i wyszły na ulice, wiesz? Szukały jedzenia i ludzie je spotkali i dali im dużo chleba. I one zjadły ten chleb, doszły do siebie i zdechły.