JEŚLI CZEGOŚ NIE ROZUMIESZ, MOŻESZ TO SOBIE TŁUMACZYĆ, JAK CHCESZ
Kategorie: Wszystkie | Wszystkie
RSS
wtorek, 18 maja 2010
Carpe diem

- Mamo ja już nie chcę tej swojej pamięci!
- Dlaczego?!
- Bo ona jest taka dziwna!
- Dziwna?!
- Tak - bo pamiętam te dni, które się już dawno minęły.
- Tak to właśnie działa.
- Ale ja nie chcę! Nie chcę myśleć o tym, co już minęło, tylko o tym, co jest teraz!

poniedziałek, 17 maja 2010
Ryzykant

Zawsze piję bez zabezpieczenia.

wtorek, 11 maja 2010
Autobusem

Jedna pani drugą panią taksuje wzrokiem na przystanku.
Ta ma wysokie obcasy, ale nie umie na nich chodzić.
Ta ma zamszowe kozaczki, ale brudne.
No i kto w ogóle w maju zakłada kozaki?
A ta ma takie ładne piegi, pewnie nie jest z nich zadowolona, bo rozsmarowała na nich warstwę korektora.
Pewnie się ich wstydzi, nie wie, że nich polega jej urok.
A ta jak pięknie wygląda!
Jaka ładna torebka, jaka kolorowa apaszka, doprawdy niektóre kobiety potrafią się ubrać.
Prosto ale efektownie.
Może i ja powinnam sobie coś nowego kupić?
Pani zamyśla się głęboko.

Na ławce siedzi pan z puszką piwa.
Tak od rana?
Pani odciąga od niego swojego kilkuletniego synka, trudno się dziwić.
Nie patrz, kochanie, bo jeszcze będziesz taki, jak ten pan.
To znaczy jaki?
No brudny i pijany od rana.
Pan nie jest brudny, nie jest pijany, patrzy z uśmiechem przed siebie i mruży oczy do słońca.
Jest mu dobrze na tym przystanku, na tej ulicy, na tym świecie.
A niby co tu takiego dobrego?
Lepiej pośpiesz się już synku, to na szczęście nasz autobus podjeżdża.
Pani obrzuca pana podejrzliwym spojrzeniem i z ulgą wsiada do autobusu.
Pan zostaje i wciąż się cieszy.
Głupek jakiś, pewnie nienormalny.

poniedziałek, 10 maja 2010
Głowa

Obiad.
W powietrzu unosi się smakowita woń pieczonego kurczaka, mizerii i szczęku sztućców.
Sielsko-niedzielsko.
- Mniammm.... - mruczy z zadowoleniem dziewczynka, nieporadnie łapiąc widelcem nieposłuszne plasterki ogórka.
- Dobre - stwierdza zdecydowanie, chrupiąc chrupiącą skórkę.
Wszyscy podzielają jej zdanie.
- Mamo, a co się robi z głową kurczaka? - pyta nagle pomiędzy jednym kęsem a drugim.
Zapada cisza.
Sztućce zamierają nad talerzami, mięso rośnie w ustach i nagle nie chce dać się przełknąć.
W powietrzu wyczuwa się mdlącą woń śmierci niewiniątek.
Tatuś z trudem przełyka.
- Wyrzuca się - bąka.
- Aha - mała dziewczynka radośnie sięga po kolejny kawałek.
Mamusia zrywa się od stołu.
- Już się najadłam - rzuca przez ramię, biegnąc do łazienki.

czwartek, 06 maja 2010
Naprawdę mocno

Wyspałam się.
Stoję przed lustrem zadowolona.
Ładna bielizna na ładnym ciele.
- O, cześć, Miruś - odwracam się z uśmiechem.
Wyciąga rękę i dotyka czymś lodowatym mojej świeżo nakremowanej skóry na brzuchu.
- Aaa! Czemu mnie straszysz?!
Podkówka natychmiast.
I chlip.
I patrzy z wyrzutem.
- Chcesz, żeby mi było smutno?
- A ty chcesz, żeby mi było nieprzyjemnie?
Beczy na całego.
- No teraz to musisz mnie przytulić i przeprosić, że na mnie nakrzyczałaś. A cię przepraszam, że nastraszyłam - dodaje szybko.
- Przepraszam - krzywię się z niechęcią. - A teraz muszę się ubrać.
Wymijam, wychodzę. No, śpieszę się.
Drepcze za mną.
- Nie przytuliłaś mnie - chlip.
Przytulam.
- No już się uspokój tylko, no przestań już, słyszysz? - syczę wcale nie łagodnie.
Jaki jest skutek?
Wiadomo, odwrotny.
Wiedziałam, że tak będzie, ale musiałam, nie?
Bo mi się spieszy.
Bo mnie nikt nie przytuli.
Zwłaszcza kadrowa, jak spóźniona będę nerwowo podpisywać listę.
Ale tymczasem mam małe i ono chlipi żałośnie.
Kucam obok niej, jestem wściekła, najchętniej bym ścisnęła tak, żeby już nigdy nie zachlipało.
Tulę mocno ale delikatnie, bo tak naprawdę bym chciała tak, żeby nigdy już przeze mnie nie zachlipało.
Tulę tak mocno, jak tylko mogę, żeby ona wiedziała, że mi wstyd.
I czuję, że ona to wie.
Odsuwam się na chwilę, patrzę jej w oczy i uśmiecham się znowu.
Z wdzięcznością rzuca mi się na szyję.
I tym razem to ona tuli naprawdę mocno.

 
1 , 2