JEŚLI CZEGOŚ NIE ROZUMIESZ, MOŻESZ TO SOBIE TŁUMACZYĆ, JAK CHCESZ
Kategorie: Wszystkie | Wszystkie
RSS
wtorek, 29 czerwca 2010
"Wieczność jest bardzo nudna, szczególnie pod koniec."

czwartek, 24 czerwca 2010
Prezent

W zasadzie może być każde zwierzę, byle tylko morskie.

poniedziałek, 14 czerwca 2010
Intensywność

Biel lodowca odbijała promienie słoneczne i boleśnie kłuje w oczy.
Wszystko dookoła wydaje się zbyt jasne, jakby prześwietlone.
Zmęczonymi oczyma szukam czegoś choć trochę ciemniejszego, intensywniejszego, bardziej nasyconego kolorem.
I oto idzie ona.
Czarna, długa szata odcina się brutalnie od jaskrawej bieli i wszechobecnego błysku.
Czarny materiał na włosach, na twarzy - nie ma go tylko na jej oczach, w które boję się spojrzeć.
Jej ręce, nogi całe zakryte, ledwo mogę się domyślić ich kształtu.
Jej dłonie, stopy...
Stopy ubrane w mocno różowe lakierki, bezczelnie przykuwają uwagę.
Zdając sobie z tego doskonale sprawę, kobieta przystaje i wyzywająco wysuwa spod szaty czubek pantofelka.
Wygląda to naprawdę nieprzyzwoicie.

czwartek, 10 czerwca 2010
Śmierć w Alpach

To była jej ostatnia kolacja, chociaż jeszcze tego nie wiedziała.
Knajpka była miła, a kelner był świńskim blondynem, o czerwonej twarzy i szelmowskim uśmiechu.
Absolutnie nie wyglądał demonicznie.
I wcale jej się nie podobał.

Siedzieli w kilka osób.
Jedli, rozmawiali i śmiali się.
On pierwszy skończył posiłek, więc wyszedł z małą na podwórko, gdzie był plac zabaw dla dzieci.
Ona jeszcze została.
Pity alkohol przyjemnie szumiał w głowie.

Dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że ten kelner coś do niej mówi.
- Co z moim mężem? - spytała, marszcząc brwi.
Kelner powtórzył, ale nie zrozumiała.
- Potrzebuje pan mojego męża? Ale po co? - zdziwiła się.
Kelner odpowiedział, ona się roześmiała.
- Ach, mój mąż potrzebuje mnie! Nie zrozumiałam od razu, pewnie przez to wasze piwo!
Keler uśmiechnął się uprzejmie.

Wyszła z sali.
W korytarzyku prowadzącym do wyjścia, wpadła na tego kelnera.
W rękach trzymał dwa kieliszki z przezroczystym płynem, jeden wyciągnął do niej zachęcająco.
Wzięła bez wahania, wypili.
- Wolfgang - przedstawił się uprzejmie.
- Ama - odparła. Imię, jako skrót od Amadeusza pasowało świetnie do Wolfganga i wydawało jej się rozkosznie śmieszne.
Roześmiała się na głos i nie mogła przestać.
Wolfgang jej wtórował, równocześnie przyglądając jej się uważnie.
Nagle jej śmiech przerodził się w kaszel.
Również nie do opanowania.
Kasłała i kasłała, aż padła martwa na podłogę.
Wolfgang spojrzał na nią jeszcze raz, po czym odszedł do kuchni umyć kieliszki.