JEŚLI CZEGOŚ NIE ROZUMIESZ, MOŻESZ TO SOBIE TŁUMACZYĆ, JAK CHCESZ
Kategorie: Wszystkie | Wszystkie
RSS
czwartek, 18 września 2008
Jeden z tych dni

Dzwoni budzik, ale do niej ledwo to dociera. I tak mąż wyłączy. Przewraca się na drugi bok i zamyka oczy. Nie ma ochoty ich dzisiaj otwierać. W końcu jednak musi. Trzeba wstać i przypomnieć sobie, co jest dziś do załatwienia. Brzuch zaczyna się boleśnie kurczyć. Skup się, mówi sobie: mąż ma dziś konferencję, trzeba mu przypomnieć, żeby zabrał zaproszenie. Zaproszenie jest w pokoju na biurku. Córka upaćkała wczoraj sukienkę, trzeba znaleźć czystą i dobrać do tego bluzkę i rajstopy. Trzeba powiedzieć Niani, że w lodówce jest mięso i pomidory na zupę. I zapytać, czy może przyjść na kilka godzin w sobotę, bo mąż coś wspominał o kinie. W tym wszystkim uścisk córki na dzień dobry jest tylko krótką chwilką przyjemności. Za to mąż o buziak dla siebie musi się dopominać. Trzeba się szybko ubierać, bo już późno.

Maluje się w łazience. Córka siedzi na pralce, czuwa przy niej Niania. Przy okazji jest jeszcze trochę czasu żeby pogadać o córce, o przedszkolu, o tym, że trzeba kupić ciepłą czapkę i nową kurtkę, bo stara trochę za krótka. Muszę pamiętać, żeby to sobie zapisać – powtarza w myślach. I jeszcze trzeba się zaszczepić na grypę. Niania przytakuje, ale mała robi buzię w podkówkę. Płacz. Nie chcę, mamo, nie chcę, proszę! Przytula ją mocno, czuje, że sama się za chwilę rozpłacze. Przeprasza, mówi, że nie chciała jej przestraszyć, że wszystko będzie dobrze. Tuli mocno. Po jakimś czasie jest już spokojniej, mała się uśmiecha, ona lekko trzęsącymi się rękoma kończy makijaż. Wychodzi.

W autobusie ból brzucha sprawia, że kuli się na siedzeniu. Znów jest spóźniona. Cholera, naprawdę powinna wstawać wcześniej. A tak nawet nie ma czasu, żeby coś zjeść przed wyjściem do pracy. I jeszcze ta szczepionka – co ją podkusiło, żeby o tym wspomnieć. Autobus staje w korku. Szlag by to – w bezsilnej złości kopie w oparcie przed nią.

W pracy na jej „cześć” słyszy powitanie wygłoszone tak ponurymi głosami, że od razu ma chęć zawrócić na pięcie i uciec. Zmusza się siłą woli do zajęcia miejsca przy biurku. Komputer, jak zwykle, uruchamia się 10 minut. Zdusza przekleństwo pod nosem. Po czym myśli, że chyba przesadnie się denerwuje drobiazgami – ale uświadomienie sobie własnej nerwowości tylko pogarsza humor. Usiłuje skupić się na czytanym tekście.

Dzwoni komórka. Na wyświetlaczu: „MAMA”, co powoduje grymas niechęci. Ale jak nie odbierze teraz, to telefon zadzwoni ponownie za godzinę, lepiej mieć to już z głowy. Mama znów ma pretensje, tym razem o to, że na pierwsze zebranie do przedszkola pójdzie mąż, a nie ona. Znów się usprawiedliwia: Mamo, mam już dość pilnowania wszystkiego, nie mam siły tam dziś iść. A rób sobie, jak chcesz, obrażona mama odkłada słuchawkę. Dobra strona tego jest taka, że już dziś na pewno nie zadzwoni.


Z pracy wraca razem z mężem, który raczy ją historyjkami o tym, jaki paskudny miał dziś dzień w pracy. A jak u Ciebie, pyta w końcu. Normalnie – odpowiada. Autobus znów stoi w korku, ale tym razem sprawia to ulgę. To jedyny czas, kiedy może po prostu siedzieć bezmyślnie. Ale zaraz, zaraz, trzeba jeszcze kupić rybę, bo na jutro nic nie będzie na obiad. Musimy jeszcze zajść do sklepu, mówi do męża. Kupimy rybę na jutro na obiad. Dobrze, odpowiada radośnie mąż, ale wychodząc z autobusu kieruje się automatycznie w stronę domu. Do sklepu idziemy! Do sklepu? A po co?

Mamo, pobawisz się ze mną? Mamo zjadłaś już? Mamo, chodź już do mnie! Mamo pogramy w piłkę? Mamo, porysujemy! Co sekunda nowy pomysł córki sprawia, że zaczyna boleć ją głowa. Bierze 2 tabletki i wlecze się do pokoju dziecka. Ma wyrzutu sumienia, że się wlecze. Nie dość, że spędza z małą ledwie 3 godziny dziennie, to jeszcze ciągle myśli o tym, kiedy mała pójdzie spać. Jak Niania to robi, że codziennie przychodzi do nas z uśmiechem, zastanawia się po raz nie wiadomo który. Ona tak nie potrafi.

Mąż na chwilę wychodzi z łazienki, w której kąpie córkę. Co robisz, pyta podejrzliwie, myśląc, że ona pewnie buszuje w sieci. Siedzę, odpowiada. Bolą mnie plecy. Czytasz gazetę, zauważa zazdrośnie, ignorując uwagę o plecach. Tak, czytam gazetę, a co? Nic. Zupełnie nic.


Z łazienki dochodzi wołanie: Mamo, chodź, mam dla ciebie niespodziankę! Udaje że nie słyszy, no po prostu nie ma siły tam pójść i klęczeć przy wannie. Ale idzie. No nie można przecież olać własnego dziecka, nie? Uśmiech, z jakim wita ją córka sprawia, że zapomina o zmęczeniu. Ale gdy małej piana dostaje się do oczu i mimo wypłukania mała nadal płacze – ona traci cierpliwość. Krzyczy na małą, żeby nie histeryzowała. Wyrzut sumienia kąsa, jak żmija: nie wyżywaj się na dziecku za to, że jesteś zmęczona. Dziecko też jest zmęczone.

Myjąc zęby przed snem zauważa, że pasta się kończy. Wzdycha i idzie do przedpokoju napisać karteczkę: „kupić pastę”. Na podłogę przy szafie spada kropla piany. Wzdycha i idzie po szmatę do kuchni. To oczywiście głupstwo, ale nie zostawi plamy na podłodze. Nie mogłaby zasnąć. Po drodze z powrotem do łazienki zbiera jeszcze jakieś kłaki kurzu, które znów się zagnieździły przy drzwiach. Trzeba odkurzyć, powtarza w myślach. Ale jutro nie da rady, bo trzeba kupić tę kurtkę dla córki. Może pojutrze. A właśnie, czy ja mam jakąś jarzynę dla małej na jutro? Pędzi znów do kuchni. Chodź już, połóż się, woła mąż. Zaraz, muszę jeszcze…


Rodzina, praca, pieniądze.
Szczęście?

sobota, 13 września 2008
Pasja
Mirka na placu zabaw ma nową pasję.
Zbiera do wiaderka kamyki.
Podchodzi do niej inna dziewczynka:
- Cześć, pobawisz się ze mną w chowanego?
- Dobrze. – Mirka zbiera kamyki.
- To ja się chowam!
- Dobrze. – Mirka zbiera kamyki.
Dziewczynka chowa się w pobliskich zaroślach.
Mirka zbiera kamyki.