JEŚLI CZEGOŚ NIE ROZUMIESZ, MOŻESZ TO SOBIE TŁUMACZYĆ, JAK CHCESZ
Kategorie: Wszystkie | Wszystkie
RSS
sobota, 13 września 2008
Pasja
Mirka na placu zabaw ma nową pasję.
Zbiera do wiaderka kamyki.
Podchodzi do niej inna dziewczynka:
- Cześć, pobawisz się ze mną w chowanego?
- Dobrze. – Mirka zbiera kamyki.
- To ja się chowam!
- Dobrze. – Mirka zbiera kamyki.
Dziewczynka chowa się w pobliskich zaroślach.
Mirka zbiera kamyki.

piątek, 22 sierpnia 2008
Polski biznesmen

Znamy takich wielu.
Z gazet, z telewizji, z Internetu.
Pierwsze wiadomości dotyczą zazwyczaj ich sukcesów. Udana fuzja, dobrze skonstruowana umowa. Trafna decyzja, przemyślana strategia. Korzystna transakcja. Modernizacja, prywatyzacja, restrukturyzacja. Za tymi pojęciami kryje się coś, co zwykle się nazywa „naprawdę duże pieniądze”. Albo krócej „sukces”.
Naprawdę duże pieniądze to dobre określenie. Nigdy nie wiadomo, o jakich konkretnie sumach rozmawiamy. A zresztą, czy to ważne? Zwrot brzmi dobrze i nieosiągalnie, dla przeciętniaka, a to właśnie chodzi. Naprawdę duże pieniądze zarabiają ludzie, o których możemy sobie jedynie poczytać, bo sami nigdy się do nich nie będziemy zaliczać. Nie kupimy kontrolnego pakietu akcji, ani jachtu, ani winnicy na południu Francji, dziecka nie poślemy do Harvardu. Możemy sobie jedynie popatrzeć, jak Pan X ściska rękę królowej, a Pan Y co weekend gra w tenisa z prezydentem (albo jeździ z nim quadami po lesie – zależy, o którym prezydencie mowa). Możemy sobie jedynie powzdychać, że fajnie by było też tak kupować, ściskać, grać i jeździć. I zarządzać.
Po jakimś czasie jednak w mediach robi się już o nich ciszej. My też zapominamy o bajecznie bogatym Panu X i o kolekcji dzieł sztuki Pani Y. I wtedy wybucha afera. Nagle nie wiadomo skąd oni mieli te naprawdę wielkie pieniądze. Nagle okazuje się, że prywatyzacja doprowadziła przedsiębiorstwo do ruiny, przejęcie spowodowało grupowe zwolnienia, umowa była zawarta w celu uniknięcia zobowiązań podatkowych.
No i się zaczyna.
Pan X nie może się dodzwonić do premiera, prezydent nie odbiera telefonów od Pana Y. Za to do obu panów dzwoni skarbówka. Do drzwi. Wraz z komornikiem, co by dwa razy nie chodzić.
- Przepraszam Szanownego Pana, ale tu podateczek do zapłacenia. Za ostatnie 12 lat, z odseteczkami. To co, od razu przejmujemy mająteczek Pańskiej grupki-kapitałówki, co? Zdzisiek, chodź tu, Ty teraz będziesz syndyk!
Pan X oczywiście bierze adwokata, Pan Y – radcę prawnego. Albo dwóch. Nieważne, ludzie w togach zabierają im tylko resztę gotówki. Pan X wraca do Siedlec, gdzie zaczynał od fermy drobiu (nadal może mieszkać w starym kurniku), Pan Y do swojego browaru, gdzie go zatrudniają, jako ciecia (bo: „Zawsze będzie u nas miejsce dla Pana, Prezesie. Równy był z Pana Szef!”).

Jednego z nich ostatnio spotkałam. Okazało się, że mieszka teraz w moim bloku, na warszawskim Bródnie. Miły gość. Trochę przygaszony, siedział na przystanku w wymiętym garniturze. Prosił o piątaka na piwo. Mówił, że zapomniał gotówki. Wypiliśmy razem.
Po drugim piwie nachylił się do mnie i rzekł:
- Ty młoda jeszcze jesteś, życie przed Tobą, ale pamiętaj: skarbówka może Ci zabrać wszystkie pieniądze, ale wspomnień nie odbierze Ci nikt!
Z kieszeni marynarki wyjął swoje zdjęcie.
Z gubernatorem Kalifornii.

środa, 20 sierpnia 2008
Dorosłość

Dorosłość to pustka.
Rozglądasz się rozpaczliwie dookoła, ale nikogo dla ciebie nie ma.
Cholera, nie tak to miało wyglądać!
Wiem, bo parę razy wydawało mi się, że już jestem dorosła, ale zawsze okazywało się, że to jednak nie to.

Najpierw zostałam nastolatką.
Miałam 14 lat i pretensje do rodziców, że traktują mnie jak dziecko.
Potem dostałam dowód osobisty i dumna poszłam głosować.
Wydoroślałam jeszcze bardziej.
Poszłam do pracy, zaczęłam zarabiać swoje własne pieniądze.
Rozsmakowałam się w słodkiej samodzielności.
Jeszcze później wyszłam za mąż. Założyłam własną rodzinę.
Myślałam sobie, że już bardziej dorosłym nie można być.
Jaka ja byłam głupia.

Dorosłość to nie dowód osobisty ani małżeństwo.
To nie pierwsza wódka ani pierwsze dziecko.
Dorosłość to zmierzch bogów, bo nie ma już tych, którzy kochają cię bezwarunkowo.
Dorosłość to strach, bo nie ma już tych, którzy zawsze ci pomogą.
Dorosłość to ból nóg, bo musisz stać bez oparcia.
Dorosłość to brak odpowiedzi na twoje pytania i wątpliwości.
Dorosłość to brak poczucia bezpieczeństwa.
Dorosłość to brak możliwości powiedzenia "wyluzuj".
Dorosłość to świadomość, że nie nikt już się o ciebie nie martwi.

Dorosłość to przejmujący smutek.
Ale nie, nie będę płakać.
Dorośli nie płaczą.

10:30, amambilis , Wszystkie
Link
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
Brzydkie słowa

Mirka na huśtawce.
Podchodzi do niej inna dziewczynka i zagaja standardowo:
- Cześć, jak masz na imię?
Mirka krzywi się lekko i mówi z niechęcią:
- To nie są ładne wyrazy...

A tak się staraliśmy.

21:53, amambilis , Wszystkie
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 lutego 2008
Mirka mówi

Jak ci smutno, to kup sobie pączucha!

1 ... 26