JEŚLI CZEGOŚ NIE ROZUMIESZ, MOŻESZ TO SOBIE TŁUMACZYĆ, JAK CHCESZ
Kategorie: Wszystkie | Wszystkie
RSS
środa, 04 września 2013
Udany dzień

 

Wczoraj tylko raz zirytowałam moją córkę i trzy razy doprowadziłam ją do głośnego śmiechu.

środa, 21 sierpnia 2013
Proste

 

To paskudne uczucie wciąż nie daje spokoju. Uwikłany w codzienne zmagania ze sobą i całym światem człowiek chciałby, naprawdę chciałby się tak nie przejmować, zachować spokój i pogodę ducha. Człowiek patrzy zazdrośnie na pełen spokoju uśmiech Buddy. Rozumie go, czasem nawet ma przebłyski tego świętego stanu, ale tak trudno jest go zachować! Bo przecież zawsze, kurwa coś. A to człowiek niewyspany jest.  A to deszcz pada, a to szef spojrzał się krzywo. Zawsze kurwa coś. Zawsze. I człowiek sobie myśli, że jak przejdzie to zaziębienie, ten upał zelżeje, śnieg stopnieje, to wtedy będzie wreszcie lepiej. Odzyska ten spokój, tę upragnioną radość. Rozewrze zaciśnięte szczęki i rozluźni mięśnie ramion.
No ale to bzdury przecież. Bo minie jedno, a przyjdzie drugie. Zawsze kurwa będzie coś. I nawet jak ta prawda jakoś do człowieka dotrze, nawet jak sobie uświadomi, że nic, ale to naprawdę nic nie jest warte rezygnacji z tego świętego uśmiechu, to gdzieś i tak wciąż będzie ten niepokój. Ta myśl, że przecież należy, że trzeba, że powinno się, że nie można. Że spokój to lekceważenie. Że uśmiech to olewanie. Że dystans to obraza. Że nie można tak po prostu głęboko odetchnąć i uznać, że wszystko, ale to naprawdę wszystko jest w jak najlepszym porządku. Że to przecież nie może być aż takie proste. 

środa, 14 sierpnia 2013
Gdybym była sławną blogerką
Gdybym była sławną blogerką, to bym na pewno częściej pisała.
Przy każdym tekście byłoby zdjęcie, a może nawet dwa. Moje w kolorach morza, męża w koszulce polo. Dziecka na paralotni.
Testowałabym kremy na cienie pod oczami i cienie do oczu i pisała, jak ważne jest, żeby je w odpowiednie miejsca nakładać (krem na cień, cień na powiekę). I robiła nieostre zdjęcia romantycznie przymglonego spojrzenia.
Wmawiałabym Wam, że łatwo jest schudnąć, zwłaszcza jak się je. Trzeba tylko wiedzieć, co i gdzie kupować.
I doradzałabym, jak zrobić idealną fryzurę w trzy minuty - a Wy byście nie mieli pojęcia, że sesja zdjęciowa do takiego wpisu trwała 4 godziny. Przecież nie muszę się ze wszystkiego spowiadać, mam prawo do prywatności.
Zamieszczałabym filmiki, na których razem z mężem w naszej nowej, chromowanej kuchni gotujemy kurczaka gong bao, ale coś nam się zesrało. Śmiech, oklaski.
Albo mam jeden z tych dni, więc malowniczo chlipię a on mnie czule całuje w mokry nosek. Marzyłybyście o takim mężczyźnie, to pewne.
Na zaproszenia różnych firm bywałabym w eleganckich restauracjach i robiła zdjęcia potraw, żaląc się potem, że jadłam zimne, bo dla dobrego blogera najważniejsza jest dobra fotka.
Na zdjęciach z wakacji prezentowałabym najnowszy zestaw: granatowa góra-biały dół ze szpilkami, które kupiłam ostatnio przez internet i na których nie umiem chodzić (tego nie widać).
Na zdjęciach z eleganckiego biura w centrum stolicy byłabym w nieskazitelnym makijażu, który dzięki tajnym trickom jeszcze mojej babci trzyma się na twarzy już ósmą godzinę. Albo w ogóle w cholerę rzuciłabym prestiżową pracę biurową i została pełnoetatową blogerką. I za grube pieniądze opisała tajniki babcinej sztuki makijażu (nie malować się w ogóle). 
Wyrażałabym swoje zdanie na każdy temat, nie byłoby kwestii niegodnej opisania. A opinie moje byłby fascynująco kontrowersyjne. Normalnie nie moglibyście się powstrzymać od komentowania.
Byłabym piękna i elegancka, żebyście chcieli być tacy, jak ja. Uprzejma i miła, żeby Was przekonać, jakie to łatwe. Byłabym pewna siebie, przemądrzała i przebojowa, Chwaliłabym się moim idealnym życiem (mąż, dziecko, kariera), żebyście mi zazdrościli. Dawałabym dobre rady (sponsorowane), jak być taką, jak ja. Od czasu do czasu żaliłabym się na pracochłonność mojej pracy (którą poza tym uwielbiam), żebyście nie popadli w zbyt dużą frustrację i nie przestawali mnie czytać.

Naprawdę, gdybym była sławną blogerką, to na pewno często bym pisała - żebyście wciąż myśleli o mnie zamiast o sobie. 

czwartek, 04 lipca 2013
Los człowieka


"i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać"

Pewnie, tylko Bóg przebacza.
Ty jesteś słabym człowiekiem, gdzie ci się równać mocą.
Nie warto nawet próbować i tak nie może się udać.
Pamiętać, wypominać, potępiać - jakie to ludzkie.
Sobie i innym - jakie to naturalne.
Jeśli źle o sobie myślę, to jak mam myśleć dobrze o innych?
Jeśli siebie nie kocham, to jak mam kochać bliźniego?
Jeśli sobie nie wybaczam, to jak ma wybaczyć Tobie?
Jestem tylko człowiekiem, prochem, marnością.
Nic ode mnie nie zależy.
Nic nie mogę.
A zwłaszcza być ludzki.

 

 

W tej notce też wykorzystano fragment wiersza Z. Herberta "Przesłanie Pana Cogito".

piątek, 28 czerwca 2013
A ty?

A czy ty nacieszyłeś się dziś życiem?
Ale tak bez poczucia dumy.
Bez pochwały.
Bez powodu.
Nie robiąc nic dla nikogo.
Nie myśląc nic o niczym.
Tak po prostu.